Ostatnie wpisy
Zakładki:
Gdzie jeszcze jestesmy
Ulubione
|
niedziela, 20 maja 2012
Wiesci komunijne :)
Tyle bylo przygotowan, sporo stresu i emocji...Planowanie, sprzatanie, gotowanie (to ostatnie z nieoceniona pomoca kochanych przyjezdnych dziewczyn, ktorym z calego serca dziekuje:) ... A potem chwilka i dzien Rysiowej Pierwszej Komunii minal jak z bicza trzasnal! :) Zdazylismy juz oddac pozyczone stoly, lozka, koldry, poduszki i garnki (bo przedsiewziecie bylo na spora skale;), ale absolutnie nie przyzwyczailismy sie do braku gwaru i cudownego rodzinnego zamieszania, ktore mielismy przez kilka dni! Pomijajac drobny fakt, ze spoznilismy sie godzine na lotnisko po rodzinke, to wszystko sie udalo :) Fajnie rozpoczelismy rodzinne spotkanie, prawda? :))) No, ale trudno bylo przewidziec, ze ekspresowy samolot tanich linii lotniczych wyladuje ponad godzine wczesniej niz wedlug rozkladu lotow! Druga anegdotka 'komunijna' to historia swiecy z chrztu Rysia, ktora Babi przywiozla w marcu z Polski. Tata Rysia i Zuzi nastepnego dnia postanowil ja dobrze schowac, zeby nam czasami przed komunia nie zginela... Zadanie to wykonal nadzwyczaj dobrze i kiedy jakis tydzien przed godzina zero zaczelam jej szukac, okazalo sie, ze nikt pojecia nie ma gdzie swieca jest. Przekopalismy caly dom wzdluz i w szerz ale po swiecy nie bylo ani sladu... W ostatnim momencie kolejna swiece kupila w Polsce i przywiozla nam mama chrzestna Rysia. Jednakze cala sprawa nie dawala nam spokoju a takze wzbudzala niepohamowana wrecz wesolosc w przybywajacych do naszego domu kolejnych gosciach. Wszyscy gromadnie uczestniczyli w poszukiwaniach. A w dzien swojej Pierwszej Komunii Rysiek pojechal do kosciola z... dwiema swiecami :) Tak na wszelki wypadek, gdyby z jedna cos sie stalo lub po drodze by sie nam zgubila;)) Zaginiona od dwoch miesiecy swiece znalezlismy calkiem przypadkowo na ... najwyzszej szafie w kuchni! Sama ceremonia Pierwszej Komunii byla bardzo kameralna, msza nastawiona na malych dziesieciu bohaterow dnia... Bylo pieknie! Wszystkie proby i przygotowania nie poszly na marne - wszystkie dzieciaki spisaly sie na medal:) Moj 'przewodnik stada' rowniez :) A kiedy juz msza sie skonczyla i czekalismy na zrobienie sobie pamiatkowych zdjec (tym razem nie ja bylam fotografem;) z ust mego dziecka uslyszalam slowa, ktore wprawily mnie w oslupienie: 'Mama, no kiedy w koncu pojedziemy do domu?? Jestem glodny jak sto piecdziesiat!!!!' Co okazalo sie prawda - Rysiek zjadl tego dnia najwiekszy w swoim zyciu dwudaniowy obiad. Sam sobie nalozyl olbrzymia porcje na talerz i sam wszystko z wielkim apetytem zjadl! Zagryzajac go jeszcze potem deserem :) Moze on po prostu powinien chodzic do komunii codziennie???;))
poniedziałek, 07 maja 2012
Lekkosc na ... zebie!
Dentysta Rysia zaliczony. Werdykt pana doktora - trzymac zab jak dlugo sie da, oczywiscie dopoki nie bedzie dawal sie we znaki. Jesli bedzie bolal to czeka nas rwanie (jak sobie zazyczymy to nawet w narkozie w dzieciecym szpitalu dentystycznym!). Na razie jednak myslec o tym nie musimy, bo ... nastapilo cudowne zeba wyleczenie :)) - Mama, jak wyszedlem ze spowiedzi to zab przestal mnie zupelnie bolec!! Tak sobie mysle...mialem w nim chyba nagromadzone grzechy! Taka informacja poczestowal mnie Rysiek wybiegajac w sobotnie popoludnie z kosciola po swojej pierwszej w zyciu spowiedzi :) No, jak widac, nie tylko na duszy moze nam sie zrobic lzej...:) Wyglada wiec na to, ze synek nie pojdzie do swojej pierwszej komunii ze spuchnieta buzia, za to z takowa pojawi sie na pewno na tej uroczystosci jego siostra... Zuzia w piatek przezyla bardzo bliskie i bolesne spotkanie z drewniana drabinka na przedszkolnym placu zabaw... Kiedy zobaczylam jej buzie pol godziny pozniej na prawde nie wygladalo to dobrze: stluczony luk brwiowy, spuchnieta powieka i podbite oko. Mala lozbuziara! Na szczescie na Zuzi goi sie wszystko jak na przyslowiowym psie :))) Byle do niedzieli!!!!! :))
piątek, 04 maja 2012
Mala komplemenciara i duza panikara
Poziom mojej paniki rosnie odwrotnie proporcjonalnie do czasu jaki pozostal do Rysiowej pierwszej komunii. Pozostalo dni 9...a ja bym chciala, zeby czas sie teraz jakos magicznie wydluzyl :) Plan na jutro: dentysta dla Rysia (no bo kiedy jest najlepszy moment na bol zeba??), fryzjer dla Rysia, proba spowiedzi i proba pierwszej komunii w kosciele...do tego powinnam odebrac zamowiona maszyne do szycia (bo alba duzo za duza i Babcia przerobic ja musi, ale bez maszyny ani rusz!) i jakby malo bylo atrakcji - jeszcze przywoza nam lozko pietrowe do dzieciecego pokoju!! Jakby ktos sie pytal, to ja jutro pracuje a Rysiek idzie normalnie do szkoly...A doba ma 24 godziny?? Naprawde?? Na cale szczescie mamy w domu maly rozladowywacz napiecia w osobie naszej Zuzi, ktora ostatnimi czasy rzuca tekstami na prawo i lewo. I caly stres mija w sekunde :) - Babi, wygladasz jak krowa!! - komplementuje zdziwiona babcie Zuza. - Bo masz sweter w bialo czarne paski! (czyzby moje dziecko mylilo krowe z ...zebra???) - Mamusiu, masz taki ladny nosek...pasuje ci do sweterka! A to z kolei bylo do mnie, ubrana w sweter koloru...malinowego :))))
wtorek, 01 maja 2012
Jagodowa dziewczyna
Mam najpiekniej na swiecie pachnace dziecko :) Najpierw idzie chmura aromatu jagodowego, potem dlugo, dlugo nic a na koncu pojawia sie...Zuzia. Pierwszy kapal sie Rysiu i swietnie sie bawil robiac fontanne z napelnionej woda pustej butelki po zurawionym plynie do kapieli. Jako druga do wanny wlazla Zuzia i chciala bawic sie tak samo. - Tatusiu, moge robic fontanne?? dobieglo z lazienki. - Tak, tylko nie wylewaj wody na podloge. Potem slychac bylo plusk, plusk a nastepnie... - Zuzia, ale ty masz zla butelke!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! krzyknal Rysiek zagladajac do lazienki. Nawet nie wiecie jak trudno jest splukac dziecko, ktore wlalo sobie do wanny jedna czwarta litra plynu z babelkami :))) Jagodowego :)) Mam nadzieje, ze w najblizszych dniach nie bedzie padalo...Bo mi sie corka moze spienic w drodze do przedszkola!! :)
czwartek, 26 kwietnia 2012
Komunijny samiec alfa
U nas goracy czas - i bynajmniej nie o pogodzie tutaj mowie, ktora robi sobie z nas jakies totalne zarty i jest iscie jesienna. Za niecale trzy tygodnie mamy wielkie wydarzenie rodzinno-organizacyjno-duchowe, czyli Pierwsza Komunie Swieta Rysia! Jak zwykle troche jestem przerazona logistyczna czescia imprezy...Tym bardziej, ze w planach mielismy organizacje rodzinnego obiadu w dzien uroczystosci w naszym ogrodzie, jednak ciezko bedzie z realizacja tego przedsiewziecia w strugach deszczu... Wlasnie organizuje wypozyczenie wielkiego gazebo, jednak biorac pod uwage szkocka aure, to przydalby sie nam jeszcze jakis calkiem spory grzejnik ogrodowy :)) Dzisiaj bylismy z Rysiem na pierwszej probie w kosciele, gdzie powzruszalam sie troche ale przede wszystkim bardzo usmialam! Z niezmiernie przejetych, pociesznych pierwszokomunijnych dzieciakow (ktorych jest w naszym polonijnym kosciele zaledwie dziesiecioro) i z totalnego poczatkowego chaosu, ktory nasz ksiadz probowal z wielka cierpliwoscia opanowac :)) Przed nami jeszcze kilka prob, wiec jest nadzieja, ze wszystko jakos sie ulozy :)) Rysiek wyszedl z kosciola strasznie z siebie zadowolony - ksiadz przydzielil mu kilka zadan, miedzy innymi prowadzenie calego 'kordonka' dzieci do mikrofonu przy oltarzu, gdzie kazde z nich bedzie czytalo kawalek modlitwy. - No, Rysiu - to zostales przewodnikiem stada! Zazartowalam sobie kiedy wracalismy do domu. - Tak, jestem teraz samcem alfa!!! Odparl bardzo dumny z siebie mlody chrzescijanin ;)) Czyzby moje dziecko ogladalo zbyt duzo Animal Planet???? | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||