Ostatnie wpisy
Zakładki:
Gdzie jeszcze jestesmy
Ulubione
|
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Wyprawa w niepelnym skladzie
To jest chyba znak przemijajacego czasu - nasze starsze dziecko zamiast spedzac, jak dotad, weekendy z rodzicami, wybiera sobie duzo mlodsze towarzystwo :) O godzinie 11.30 w sobote Rysiu w podskokach wybiegl z domu i wskoczyl na tylne siedzenie samochodu, gdzie juz czekala na niego jego najlepsza przyjaciolka z klasy. I nawet fakt, ze w bagazniku siedzial wielki (chociaz bardzo przyjaznie nastawiony ;) border colie, nie byl w stanie mojego, bojacego sie psow, synka zniechecic...Czegoz nie robi sie dla kobiety!!!! :) Nawet jesli ma ona zaledwie osiem lat...;) A my nagle zostalismy na caly dzien we trojke. I dziwne to bylo uczucie, do ktorego, tak sobie mysle, chyba bedzie sie trzeba powoli przyzwyczajac... Po krotkim namysle zebralismy sie w sobie i ruszylismy na spacer na klify w Arbroath. Okolicznosci przyrody byly wyjatkowo piekne, mrozne rzeskie powietrze okraszone cudnym zimowym sloncem i zero wiatru - rzecz niespotykana w tym miejscu! Po raz pierwszy udalo nam sie tez dotrzec do punktu, ktory zawsze chcielismy zobaczyc - skalnej maczugi wynurzajacej sie z morza przy samym brzegu. Zawsze cos nas zatrzymywalo - a to porywisty wiatr, ktory prawie zdmuchiwal nas z klifow, a to deszcz, albo (najczesciej;) marudzacy Rysiek pytajacy po raz setny 'A kiedy wracamy............???' :)) Mimo tego, mimo, ze 'Fajna przygoda i mrowkojada spotkalismy' (jak Zuzia okreslila kreta wynurzajacego sie z trzesacego sie kopczyka;) to czegos w calej tej wyprawie brakowalo...a raczej kogos! Naszego czwartego kompana :))) Ktorego to, wyzej wspomnianego odebralismy wieczorem z domu Ellie w stanie najwyzszego szczescia oraz kompletnego przemarzniecia - chlopak z wrazenia zapomnial, ze jest mroz i biegal po dworze bez czapki, szala, i w rozpietej kurtce :) Takich weekendow moze byc teraz coraz wiecej, tym bardziej, ze Ellie po nowym roku przeniosla sie do innej niz Rysiowa szkoly. A biedny Rysiek bardzo to przezyl, bo juz po raz kolejny stracil najblizsza klasowa kumpele - cos nie ma szczescia ten moj chlopak...
'Mama, zrob mi zdjecie!'
Arbroath w najpiekniejszym wydaniu :)
Dotarlismy do maczugi!
:))
wtorek, 24 stycznia 2012
O ksiezniczkach niezbyt radosnych...
- Mamus, mamus, a wiesz, ze dzisiaj znowu bawilam sie w przedszkolu z Ana? W nasza ulubiona zabawe!! Teraz codziennie sie bawimy. - Zuzia trajkotala jak najeta po przyjsciu do domu. - Co to za zabawa, ta ulubiona? - zapytalam. - W smutne ksiezniczki!! - odparowala Zuzia z mina, swiadczaca raczej o pelni szczescia niz jakiejkolwiek melancholii. Przez chwile nie wiedzialam co powiedziec :) - A czemu ksiezniczki sa smutne? - Bo one ... tak smutno gadaja... - wyjasnila Zuzia rzeczowo. Jak widac i odrobina smutku jest kazdej ksiezniczce czasem do szczescia potrzebna :))
piątek, 20 stycznia 2012
Powrot na stare smieci
Jestesmy :))) Dlugo nas nie bylo - mnie na blogu, nas wszystkich w Szkocji... Wrocilismy na szkockie smieci po dwutygodniowym pobycie w Polsce. Wszyscy, oprocz mojej weny...chyba sie bidula gdzies po drodze zawieruszyla ;)) Jednak postanowilam za uszy ja z tego kata wyciagnac i cos napisac. W Poznaniu bylo blogo, leniwie i bardzo rodzinnie. Niezastapione polskie jedzenie, dawno nie widziani bliscy nam ludzie, wypady (bez dzieci, ktore w tym czasie byly rozpieszczane przez Babi i Ciocie :) do kina - raj na zemi :) I mimo szarej (powiedzialabym - iscie szkockiej ;) pogody, wcale nie bylo nam zimno, bo wygrzewalismy sie w tym otaczajacym nas rodzinnym ciepelku. I zapomnialam na chwile o szkockiej rzeczywistosci... Powoli zaczelam sobie o niej przypominac a nawet, o zgrozo, tesknic za nia, gdy jechalismy pociagiem z Poznania do Torunia. Bo, wyobrazcie sobie, ze pani konduktor sprawdzajaca bilety najpierw poprosila o legitymacje szkolna Rysia (ktorej oczywiscie nie mamy poniewaz takowa w UK wogole nie funkcjonuje), nastepnie o dokument poswiadczajacy w takim razie, ze nasze dzieci....maja mniej niz 26 lat!!!!!!! Niestety nie mialam przy sobie ani paszportow ani aktow urodzenia... I kiedy Tata Zuzi i Rysia wpadl w dziki chichot ja bylam bliska placzu. Bo nasze bilety ze znizka byly niewazne i nawet doplaty nie dalo sie absolutnie zrobic... Jednak pania kierownik pociagu cos chyba jednak ruszylo a moze po prostu przestraszyla sie, ze ja zaraz zemdleje (podobno tak wygladalam;) i nagle stwierdzila, ze to ona nas w takim razie musi pouczyc! Nalezycie pouczeni o koniecznosci udowodnienia, ze dzieci sa dziecmi dojechalismy bez dalszych problemow do Torunia... Gdzie bylo fantastycznie i ...piernikowo :)) Ale o tym bedzie w kolejnej notce :)) A w Szkocji, coz...zycie plynie swoim utartym torem, dzien za dniem... Rysiu zaczal w tym tygodniu przygode z harcerstwem a Zuzie zapisalam wczoraj do szkoly! Nie moge uwierzyc, ze to juz :) I pewnie nasz pobyt w Polsce wydawalby mi sie bardzo odlegla przeszloscia, gdyby nie fakt, ze moja mlodsza pociecha od pewnego czasu zwraca sie do mnie per 'Mamutku' - czyzby to znaczylo, ze na wakacjach mialam zbyt duzy apetyt??? ;)))))
Pozdrowienia od poznanskich koziolkow!! :))
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Choinkowa wspolpraca oraz prawda w oczy :)
Po domu w zaprzegu ciagnietym przez zyrafe-renifera jezdza Mikolaje, Zuzia i Rysiu wypisuja masowo kartki z zyczeniami a wszyscy kaszla i kichaja (to taka nasza wlasna domowa tradycja;), czyli...ida Swieta!! A jak Swieta, to i choinka byc musi! W domu moim rodzinnym, kiedy bylam dzieckiem choinke ubieralo sie dopiero tuz przed Bozym Narodzeniem. Najczesciej wieczorem, 23 grudnia. Wyczekiwalo sie na ten moment a potem celebrowalo ten szczegolny wieczor, kiedy nawet jako mala dziewczynka moglam dluzej posiedziec a nie biec do lozka o godzinie osmej ;) I z naszymi dziecmi staralismy sie utrzymac ta tradycje, az do tego roku...Poniewaz juz w drugi dzien swiat wybywamy do Polski postanowilismy sprowadzic do domu choinke ciut wczesniej. I przystroic ja tez zawczasu, zeby moc sie nia nacieszyc!!! Tak wiec choinka juz tydzien temu przybyla do nas, jak widac na honorowym miejscu - trzeciego pasazera ;) W bagazniku jechala tez druga choineczka, duzo mniejsza i w doniczce - bo takie wlasnie drzewko zapragneli miec w swoim pokoju Zuzia i Rysiu.
Mikolaje atakuja!! ;))
Pachnacy pasazer ;)) No i tak naprawde to reszta tej notki bedzie wlasnie o tej mniejszej choince :) Po przyjezdzie do domu Rysiu byl zdesperowany, zeby ich wlasne drzewko natychmiast postawic w pokoju i oczywiscie udekorowac. Niedziela jednak byla pracowita, rodzice zajeci a dzieci...poradzily sobie same! Po kilku bezskutecznych probach przekonania nas, zebysmy wniesli choinke na pierwsze pietro do dzieciecego pokoju, sami zabrali sie do roboty. Wszystko odbylo sie bezszelestnie i ... w miare bez-balaganowo ;)) Przyznam, ze niczego nie zauwazylam, chociaz podejrzane odrobine bylo znikniecie mojej dwojki w ich pokoju na dluzszy czas... Kiedy z nienacka tam wkroczylam zobaczylam choinke w wielkiej donicy stojaca sobie spokojnie na podlodze przy lozku Zuzi. Moje dzieci krzataly sie jak mroweczki, zbierajac opadniete igielki z wykladziny i schodow... Nie mam pojecia jak oni dali rade zataszczyc to drzewko na gore!! Kiedy zapytalam Rysia jak to zrobili odpowiedzial mi tylko, z bardzo cwanym usmiechem: - No wiesz Mama - WSPOLPRACA! ;) Gniewac sie nie mialam serca, poza tym obydwoje pekali z dumy i szczescia....:)) A na zakonczenie ostatni tekst Zuzki, bo potem wyleci mi z glowy: Corka obcalowuje Tate wielokrotnie przed wyjsciem do przedszkola. Tuli, juz niby wychodzi ale jeszcze zawraca, chichocze i znow daje buziaka :) - Ona jest zupelnie taka sama jak ty! - mowi do mnie rozanielony Tata Zuzi i Rysia - Taka meczaca... - wyjasnia Zuzia. I czego to sie czlowiek nie dowie o sobie od wlasnego dziecka!! ;)))
piątek, 09 grudnia 2011
Jednostki miar i wag
Wieczorne mycie. Jestesmy we trojke w lazience, Zuzia juz wyszorowana i pachnaca, nastepny do mycia w kolejce jest Rysiu. - Mamus, ja sobie poczekam tutaj na tej drabinie, jak ty bedziesz myc Rysia. - Ku memu oslupieniu stwierdzila Zuzia wskazujac na ... wage lazienkowa. - Ile wazy moja pupa? - zapytala sama siebie, siadajac z rozmachem. - Two seconds!! - i sama sobie natychmiast radosnie odpowiedziala! A my z Rysiem obsmialismy sie jak norki :))) | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||