free counters

Protected by Copyscape Online Plagiarism Detection


Darmowe fotoblogi
czwartek, 08 stycznia 2015
Noworoczna przeprowadzka

Albo raczej Noworoczny lifting ;)

Przeprowadza sie sama Pomponiada, po dlugich miesiacach ciszy w eterze. Ja sama tez mialabym ochote na przeprowadzke ale jej realizacja jest niestety bardziej skomplikowana niz przeniesienie blogu na inny serwer ;)

Dzieciaki rosna, zmieniaja sie w zatraszajacym wrecz tempie i mysle, ze przyszedl tez czas na zmiany w samej Pomponiadzie :) Miniony rok obfitowal u nas w rozne zawirowania i dosc mocno nas wymeczyl...A poniewaz zawsze obiecywalam sobie, ze ten blog bedzie o Rysiu i Zuzi a nie o problemach, stad tez wpisy pojawialy sie coraz rzadziej i rzadziej. Na cale szczescie najgorsze burze juz za nami a na horyzoncie pojawily sie pierwsze promienie slonca :) Niesmiale, ale sa! Z radoscia wiec powitalismy rok 2015, z nadzieja na nowe, lepsze, spokojniejsze...

I czas tez na reaktywacje Pomponiady!! Najwyzszy!

Mam nadzieje, ze nowa, 'odmlodzona' wersja przypadnie wszytstkim do gustu i ze...sa jeszcze gdzies wytrwali 'czytacze', ktorzy o nas nie zapomnieli...:)

Zapraszam tutaj

Tagi: pomponiada
00:28, agodicer09
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 maja 2014
Spoko Maroko

...czyli gdzie bylismy, jak nas tu nie bylo ;)

Ci, ktorzy nas odrobine znaja badz troszke podczytuja, wiedza, ze straszne z nas pedziwiatry. Trudno nam dluzej usiedziec w jednym miejscu i generalnie to nosi nas po swiecie. A poniewaz Wielkanocna przerwa w szkockiej szkole wyjatkowo nadaje sie na dluzsze wyprawy, to tym razem padlo na...kontynent afrykanski :) Tak naprawde to tylko 'wrota Afryki', czyli bajkowe Krolestwo Maroka!

Przez szesnascie dni marokanskiej podrozy przejechalismy okolo dwoch tysiecy kilometrow, wykorzystujac w tym celu najrozniejsze srodki lokomocji: od miejscowych autobusow, przez taksowki, pociag, wypozyczony samochod a konczac na ...wielbladach :) Kapalismy sie w Atlantyku i wspinalismy w gorach Wysokiego Atlasu, spalismy pod rozgwiezdzonym saharyjskim niebem i gubilismy sie w labiryntach sredniowiecznej medyny Fezu. Nie wspominajac o tym, ze przez ten czas wypilismy jakies kilkadziesiat litrow 'berberskiej whisky' czyli mietowej herbaty...:)

 



Niewiele brakowalo a do naszych marokanskich wakacji wogole by nie doszlo. Ledwo, ledwo zlapalismy nasz samolot... Czemu? Bo nasz samochod postanowil odmowic posluszenstwa akurat w drodze na lotnisko. Kilka minut po wyjezdzie z domu zapalila nam sie kontrolka akumulatora, ktora usilnie staralismy sie ignorowac... Nie dalo sie niestety nie zauwazyc wylaczajacych sie po kolei wszystkich funkcji w samochodzie! Ostatnie kilkanascie kilometrow do lotniska pokonalismy bez wspomagania kierownicy, predkosciomierza i jeszcze kilku innych drobiazgow, za to z przerazeniem w oczach i dusza na ramieniu! Kochane autko sila rozpedu dotarlo na lotnisko po czym stanelo ostatecznie i juz nie ruszylo...przed barierka na wjazd na parking. Zeby bylo smieszniej to zablokowalo nam bagaznik.

Nie wiem jak to jest mozliwe ale zdazylismy. Walizki wydobylismy wyjmujac tylne siedzenie (chwala Tacie Zuzi i Rysia za przytomnosc umyslu!), dymiacy sie samochod zostawilismy na zarezerwowanym wczesniej parkingu i jeszcze czekalismy dziesiec minut na wejscie do samolotu :)

A kilka godzin pozniej to byl juz calkiem inny swiat...:)

sobota, 05 kwietnia 2014
Moj nowy portret...

...autorstwa Zuzi :)

Przyznam nieskromnie, ze uwielbiam swoje rzesy!! :))

Portret powstal przy okazji imprezy z okazji dnia Matki (ktory w Szkocji obchodzilismy w zeszla niedziele), organizowanej przez klase Zuzi. Imprezy, na ktorej matka uronila niejedna lze...:))

Bylo spiewanie, recytowanie wierszy, oraz...

...oficjalne przedstawienie wszystkich Mam!

Prawda, ze jestesmy do siebie bardzo podobne? ;)) Pomijajac fakt, ze zgubilam gdzies okulary...

A w sam Dzien Mamy dostalam kolejna, pokazna porcje wzruszen! Musialam uspokajac Rysia i Zuzie, ze nic sie absolutnie nie stalo i te lzy to tylko i wylacznie ze szczescia...:)

Co wiecej, zauwazylam, ze wraz z wiekiem wzruszam sie coraz latwiej i intensywniej...Az strach pomyslec, co bede wyrabiac majac wnuki!! ;)))

 

czwartek, 27 marca 2014
Wielki dzien Rysia

Ile emocji moze jednego dnia przezyc (bez uszczerbku na zdrowiu;)) dziesiecioletni chlopiec? A ile jego mama – to chyba nawet lepsze pytanie!! Z naszego doswiadczenie wynika, ze calkiem sporo :))

Ostatni wtorek byl chyba najbardziej emocjonujacym dniem w dotychczasowym zyciu Rysia. Nie wspominajac o reszcie rodziny ;) Jakos tak wszystko zbieglo sie w czasie I dwa wielkie wydarzenia spotkaly sie tego samego dnia. Juz od poczatku roku bylo wiadomo, ze 25 marca odbedzie sie przedstawienie mlodziezowej grupy teatralnej, do ktorej Rysiek nalezy. Przedstawienie przygotowywane od kilku miesiecy, w prawdziwym teatrze. Bardzo powazna sprawa :) Potem, kilka tygodni temu, dowiedzielismy sie, ze dokladnie tego samego dnia (ale na szczescie o innej godzinie!) Rysiek zdawac bedzie swoj pierwszy w zyciu powazny egzamin – praktyczny egzamin pierwszego stopnia z pianina!

Logistyka Wielkiego dnia zostala rozpracowana duzo wczesniej, szkola zawiadomiona o perturbacjach, urlopy z pracy wziete, obiady na zapas ugotowane i…nadszedl WTOREK! :) Jakby zaplanowanych atrakcji bylo malo, przed poludniem, jeszcze w szkole, wylecial Ryskowi zab. Na egzamin pojechal wiec lekko szczerbaty :)

Sam egzamin minal...piorunem :) Trwal dokladnie 12 minut, tak jak napisano w informatorze. Dluzej trwalo czekanie na wejscie do sali egzaminacyjnej! W poczekalni Rysiek zachowal stoicki spokoj - w przeciwienstwie do zdenerwowanych rodzicow i siostry (towarzyszylismy Ryskowi w pelnym skladzie, oczywiscie ;)). Juz po wszystkim, zapytany jak mu poszlo odpowiedzial, ze dobrze i ze najfajniejszy z calego egzaminu, byl mis w koszulce Towarzystwa Muzycznego, siedzacy przy egzaminatorze :) A potem migiem wrocilismy do domu, w locie polknelismy obiad, Rysiek piorunem zmienil stroj galowy na stroj boksera i pobiegl na probe generalna. Wieczorem cala rodzina przenieslismy sie do teatru. Rysiek byl doskonaly w roli francuskojezycznego oficera, nastepnie boksera i tylko odrobine sie zapomnial w scenie, kiedy wszyscy 'graja', ze czytaja ksiazki w bibliotece. Po prostu...zaczytal sie naprawde i zapomnial o kolejnej scenie :))))

Wieczorem gromadnie padlismy ze zmeczenia.

A teraz...byle do pierwszego tygodnia kwietnia, kiedy to powinny do nas dotrzec wyniki egzaminu...Trzymajcie kciuki :))



Tagi: dzieci rysiek
23:49, agodicer09
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 marca 2014
Reaktywacja urodzinowa

Po dlugim snie zimowym i miesiacach ciszy w eterze przyszedl czas na reaktywacje Pomponiady :) Tym bardziej, ze jest po temu wazny powod. Trudno mi uwierzyc, ale to niestety fakt, ze w zeszla sobote moja 'malenka' Zuzia skonczyla siedem lat! Ostatni weekend minal wiec nam najpierw na wielu przygotowaniach a nastepnie na dwudniowym wesolym imprezowaniu.

O imprezie dla kolezanek (bo w tym wieku to zaprasza sie na urodziny same dziewczynki ;)) Zuzia myslala dlugie tygodnie. Pojawilo sie wiele wersji i pomyslow, jak na przyklad urodziny na lodowisku (!!) ale w koncu zwyciezyla opcja domowa. I zapadla decyzja, ze organizujemy impreze artystyczna pod haslem malowania koszulek. No i fajnie, chociaz przez moment mialam czarne wizje naszego pokoju dziennego wymalowanego od podlogi, przez dywan az do scian, wszystkimi kolorami teczy... Nic takiego sie na szczescie nie stalo i jedyna rzecza, ktora (bezpowrotnie zapewne) zmienila kolor byl bialy sweterek Zuzi, ktory nosila w dzien swoich urodzin :) Dziewczynki wyzyly sie artystycznie i powstaly naprawde ladne, oryginalne koszulki. Prawie wszystkie gloszace milosc do zespolu One Direction!!! O zgrozo...Z dwoma wyjatkami: Zuzia namalowala kota a Lucy buty do tanca ;)

Nasze wlasnorecznie upieczone i udekorowane 'artystyczne' babeczki ;))

Powstaja prawdziwe dziela...

A efekt koncowy - zachwycajacy!

I na tym etapie zakonczylo sie moje robienie zdjec. Wiecej fotek z imprezy nie ma! Bo po skonczeniu malowania dziewczynki przeniosly sie do zastawionego stolu, gdzie (przyznac musze po cichu) impreza odrobine wymknela sie spod kontroli... Zaczelo sie od radosnego trabienia na urodzinowych gwizdkach a zakonczylo na...konkursie piszczenia. Kto na wlasne uszy nie slyszal osmiu siedmiolatek, wrzeszczacych rownoczesnie, nie wie jaka to ilosc decybeli! Nie pomogly slabo slyszalne interwencje Rysia ani zaimprowizowana wizyta policji w naszym domu :D Poskutkowal dopiero srodek ostateczny - szantaz: albo zapanuje cisza albo nie bedzies slodkosci :)))

Ogolnie bylo ciut glosno i bardzo wesolo a dwie godziny zlecialy jak z bicza trzasnal :)

W niedziele mielismy powtorke z rozrywki w postaci imprezy rodzinnej oraz moj egzamin w roli cukiernika - corka zazyczyla sobie bowiem prawdziwego, domowego, trzypietrowego tortu z truskawkami!! Coz bylo zrobic...solenizantce sie nie odmawia :) A teraz, kiedy juz poczynilam pierwsze koty za ploty, pierwszego w zyciu biszkopta i torta (od ktorego nikt sie nie rozchorowal), to swiat ciast stoi przede mna otworem...:)

Co prawda nie wyszedl dokladnie trzypietrowy, ale za to bardzo smaczny (biszkopt przelozony bita smietana i truskawkami)

Od urodzin Zuzi zmienila sie tez podoga. Czuc wiosne! :) O czym najlepiej swiadczy fakt, ze w poniedzialkowy poranek Zuzia jadla sniadanie w okularach przeciwslonecznych ;)))

Pozdrawiamy wszystkich odwiedzajacych slonecznie!!!

01:03, agodicer09 , Zuza
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51